13 września b.r. minęło 100 lat od zakoń­czenia sporu o Morskie Oko, skutkiem przysą­dzenia go stronie galicyjskiej (czytaj: polskiej) przez międzynarodowy sąd polubowny w Grazu. Warto więc pokrótce przypomnieć całą sprawę.

Dawny spór graniczny między Węgrami a Polską, odradzający się to znów przyga­sający, w latach 80-tych XIX w. wszedł w swą kolejną i jak się miało okazać, rozstrzygającą fazę. Teraz podsycał go Christian Hohenlohe Ohringen, pruski książę, który jako (od 1879 r.) właściciel dóbr Jaworzyny spiskiej i Lendaku po stronie węgierskiej, zapragnął poszerzyć swe tereny łowieckie o wschodnie przyległości Morskiego Oka i Czarnego Stawu oraz Dolinę Rybiego Potoku. W związku z tym za­przeczył praw własności hr. Zamojskiemu, nowonabywcy od 1889 r. dóbr Zakopane – Kościelisko, do których Morskie Oko z oko­licznymi szczytami należało. Linia pretensyjna zbiegała ze szczytu Rysów przez taflę Czarnego Stawu, dalej potokiem Do Rybiego, następnie znów przez wody Morskiego Oka do miejsca, gdzie wypływa zeń potok od dawnej nazwy jeziora zwany Rybi Potok i tym poto­kiem aż po jego spływ z Białką. Prawo pożytkowania lub własności niektórych hal i past­wisk na spornym terenie mieli również górale z Bukowiny i Brzegów oraz legitymujący się dokumentami królów polskich z XVII i XVIII w. sołtysi białczańscy – Nowobilscy. Stroną zaczepiającą była zawsze strona węgierska.

Hohenlohe przez swe służby łowieckie i leśne ostentacyjnie zaczął wykonywać swoje – jak mniemał – prawa własności nad Mor­skim Okiem, a nawet dopuszczać się gwałtów na stronie polskiej. Spędzano więc trzody pa­sterzy białczańskich, urządzano polowania i rąbano las na spornym terytorium. Hohenlo­he spowodował również, że władze węgier­skie poparły jego roszczenia, godząc się na ustawienie slupów granicznych oraz parka­nów na linii pretensyjnej, anektując tym sa­mym sporne terytorium, dla ochrony którego pobudowano tu leśniczówkę i posterunek żan­darmerii węgierskiej. Nie dopuszczano też polskich turystów na wschodni brzeg jeziora, gdzie od 1882 r. stało schronisko Towarzystwa Tatrzańskiego – i dalej, do Czarnego Stawu, do którego ścieżkę i kładkę na potoku Do Ry­biego, położoną przez Towarzystwo, zdewa­stowano. Ten zakaz „wolnego chodzenia po górach dzikich, które co roku setki ciekawych turystów zwiedzają”, wydany przez węgierski zarząd dóbr jaworzyńskich, słusznie oburzył polskich turystów tatrzańskich jako „jedyny – pisze Żegota Pauli – przykład w cywilizowanych krajach Europy”.

Wszystkie te pociągnięcia wywołały żywą reakcją ze strony polskiej, a więc Zamoyskie­go oraz górali, a także ze strony Towarzystwa Tatrzańskiego, reprezentującego interesy coraz szerszych rzesz społeczeństwa polskiego, zainteresowanego turystyką tatrzańską. Przygraniczne   położenie   spornego   terytorium sprawiło, że ten konflikt prywatno-prawny przerodził się w spór prawno-publiczny o cha­rakterze międzypaństwowym (formalnie: austriacko – węgierskim), choć w ramach monarchii   austro – węgierskiej.   Miał   on   ponadto wybitny rys narodowy ze strony galicyjskiej, a ściśle polskiej, zaś jego przebieg, z uwagi na szerokie  zainteresowanie  opinii  społecznej obu stron, był szczególnie głośny. Strona gali­cyjska, de facto: polska, nie godząc się na oku­pację  wschodnich  przyległości  Morskiego Oka, sama bez pomocy żandarmerii austriac­kiej,  odpierała pruskie  i węgierskie ataki i gwałty na terytorium spornym. Dzięki kam­panii prasowej doszło do wielkiego wzburze­nia całego społeczeństwa tą sprawą. Do żywej reakcji szerokich kręgów społeczeństwa pol­skiego na brutalne postępki Hohenlohego nad Morskim Okiem przyczynił się nie tylko ani­mowany od 1873 r. przez Towarzystwo Ta­trzańskie rozwój turystyki tatrzańskiej, lecz również toczona wówczas w zaborze pruskim walka z niezwykle agresywną polityką germanizacyjną. Były to lata szczególnej aktywno­ści powstałego właśnie tekstu Roty, wreszcie, w tamtych latach wszystko co działo się w Ta­trach i Zakopanem urastało do rangi sprawy narodowej. Tutejsze wydarzenia często sku­piały jak w soczewce aktualne tęsknoty i pra­gnienia narodu. Spór o Morskie Oko dzięki pełnej rozmachu kampanii prasowej, stał się głośny we wszystkich zaborach, „zaprzątnął umysły i serca, można powiedzieć bez przesa­dy, całej Polski”.

Kiedy w 1894 r. machinacje Hohenlohego spowodowały, że węgierska kuria królewska przyznała mu prawo do całego spornego terytorium, hr. Zamoyski przestrzegł galicyjski Wydział Krajowy przed niebezpieczeństwami mogącymi wyniknąć z lekceważenia stosunków prawnych, prosząc usilnie o jak najrychlejsze powstrzymanie „awanturniczej impre­zy” Hohenlohego. Sejm galicyjski wysłał deputację do cesarza z prośbą o interwencję, zaś posłowie polscy interpelowali w parlamencie austriackim. W 1897 r. parlament austriacki i sejm węgierski zdecydowały oddać ten spór do rozstrzygnięcia przez międzynarodowy sąd polubowny. Jednak jeszcze 28 grudnia 1901 r. Władysław Kozłowski w parlamencie w Wied­niu ubolewał nad ciągłą zwłoką w ukonstytu­owaniu się sądu.

Ostatecznie w kwietniu 1902 r. w Wiedniu ukonstytuował się sąd w następującym skła­dzie: z ramienia Austrii wybrany został prezes Sądu Apelacyjnego we Lwowie dr Aleksander Mniszek-Tchórznicki, z ramienia Węgier –             prezes Sądu Królewskiego w Preszburgu (Bratysława) Koloman Lehoczky. Superarbitraż miał sprawować prezes szwajcarskiego Sądu Związkowego dr Jan Winkler. Do pomo­cy dodano Sądowi dwóch referentów. Jako eksperta w terenie powołano pułkownika szwajcarskiego sztabu generalnego, profesora Politechniki w Zurychu – Fridolina Beckera, któremu też wypadło odegrać w tym procesie niebanalną rolę. Obronę interesów austriackich, ściślej – galicyjskich, a de facto – polskich, przyjął znakomity historyk prawa i ar­chiwista, profesor Uniwersytetu Lwowskiego – Oswald Balzer. Na miejsce rozprawy wybra­no Graz (Hradec) w Styrii.

Pierwszy raz Sąd zebrał się 21 sierpnia 1902 r. i uchwalił Statut wg którego sędziowie obu państw, każdy ze swej strony miał referować stan sprawy, a o kolejności głosu roz­strzygał los. I tak po pozytywnym wywodzie roszczeń węgierskich krótko wyłożonym przez sędziego węgierskiego, sędzia strony austriackiej zgodnie z obficiej nagromadzo­nym materiałem aktowym dał obszerniejszy, również pozytywny wywód praw strony, którą reprezentował. Z kolei obrońca strony prze­ciwnej, radca Bolcs – główny adwersarz Bal­zera, w swym wystąpieniu położył nacisk na………………..

To jest tylko część artykułu, zobacz pełną treść w papierowym wydaniu Maćkowej Perci.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *