Home page

przewodnicy tatrzańscy

Koło przewodników tatrzańskich im. Macieja Sieczki w Krakowie istnieje od 1954 roku i zrzesza przewodników tatrzańskich. Naszym rejonem uprawnień są Tatry oraz Podtatrze. 

Agnieszka Jurczyńska-Kłosok popełniła takie dzieło 😃Mamy wielką przyjemność zapowiedzieć nową książkę Oficyny Wydawniczej "Wierchy" - "Nazewnictwo Tatr Wysokich" Agnieszki Jurczyńskiej-Kłosok. Kilka lat żmudnej pracy zaowocowało językoznawczym opracowaniem blisko pięciu tysięcy nazw. Jest to pierwsza tak obszerna monografia tatrzańskiego nazewnictwa w polskim piśmiennictwie.
Książka dostępna w sklepie internetowym COTG już w październiku.
... See MoreSee Less

11 hours ago  ·  

View on Facebook

Nasza przewodniczka pszczelarka Monika Leleń!!!To już dzisiaj!

Konferencja New City Habitat - w wydaniu epidemicznym czyli w wersji on-line. Nasza koleżanka Monika Leleń, będzie dzisiaj prezentować temat "Pszczoły w mieście - Pasieka Kraków projekt"

https://zzm.krakow.pl/konferencja.html

Trzymajcie kciuki
... See MoreSee Less

4 days ago  ·  

View on Facebook

To nasz przewodnik-pszczelarz!!! 😎🐝💪Wczoraj poznałem osobiście pierwszą osobę, która jest jednocześnie człowiekiem gór i pszczelarzem. To Bartek Kalita z Kazimierza Dolnego.

Z książek kojarzę jeszcze drugiego. Zgadniecie, o kim mowa?

Dla Bartka obie drogi – i ta do uli, i ta w góry, gdzie zawodowo prowadzi ludzi – były długie.

Zaczął od animacji kultury i gastronomii, skończył na 12 ulach, przewodnictwie górskim, uczeniu ludzi jazdy na nartach, wypożyczalni kajaków i canoe, którymi pływa po Wiśle. – W tym roku bywało i tak, że woda sięgała po kolana, a rzekę dało się przejść na piechotę. Kiedy stan wody jest wyższy, możemy podziwiać Wisłę, która według wielu jest tutaj najpiękniejsza w całej Polsce – opowiada.

Wracając do pszczół - 12 uli to dużo czy mało? – W szczytowym momencie w jednym ulu potrafi mieszkać pszczela rodzina składająca się nawet z 70 tysięcy osobników – mówi Bartek.

Czyli na jego działce żyje prawie milion pszczół! Jeśli lecą na zwiady, mogą pokonać drogę do pięciu kilometrów. Ale do pracy nie latają dalej niż 2-3 km.

Bartek od zawsze lubił pszczoły, uczył się o nich od Ralpha, Brytyjczyka, który specjalnie przeprowadził się do Francji (był sąsiadem brata Bartka), żeby robić miód. – Zabierał swoje ule nad lawendowe pola, pszczoły były jego pasją. A ja bardzo lubię miód. Z jednego ula wychodzi 15 litrów rocznie – mówi Bartek, dla którego pszczelarstwo jest hobby.

Pamiętacie, kiedy pisałem, że w nocy musiałem przestawić namiot, bo ktoś jechał do pszczół? Bartek wytłumaczył mi, że po zmroku pracuje się z pszczołami, bo wtedy wszystkie są w ulu. To najlepszy moment, żeby odymić je apiwalorem, środkiem, który pomaga walczyć z warrozą – zabijającym je pasożytem – Klimat się zmienia, jest coraz cieplej, dlatego jeździmy nawet późną jesienią po nocach. W dzień pszczoły jeszcze pracują – tłumaczy Bartek.

Przed zimą dokarmia pszczoły. To znaczy, w skrócie: miesza wodę z cukrem w stosunku 1 do 2 i co 2-3 dni przynosi ją do uli. – Wlewam 2-3 litry, a to dlatego, że chcąc mieć miód, zabieramy pszczołom pokarm na zimę. Dlatego musimy im go oddać.

Na Lubelszczyźnie żyje najwięcej pszczół w Polsce. Warunki mają tutaj idealne – mnóstwo lasów, sadów, jest bardzo ciepło. - Mamy nawet południową roślinność - ale wiem, że na świecie nie jest tak kolorowo. W Chinach brakuje pszczół, plantacje trzeba zapylać ręcznie. Jeśli pszczoły znikną ze świata, to pewnie i my wyginiemy – mówi Bartek.

Dla niego pszczoły to przygoda. Zaczął po rowerowym wypadku – miał dużo czasu na przemyślenia i postanowił, że trochę zwolni. – Pszczoły trochę mnie uziemiają, są moim pomostem do równowagi – tłumaczy. – Nie każdy może mieć ule, ale każdy może pomóc pszczołom np. poprzez nie koszenie trawnika czy zakładanie łąk kwietnych.

Bartek jest też przewodnikiem górskim, jeździ z klientami do Azji i Afryki, a w Kazimierzu uczy narciarstwa. W okolicy działają trzy wyciągi. – Od kilku lat pada coraz mniej śniegu, w tamtym roku doszło nawet do tego, że nasza kazimierska stacja była najdalej na północ funkcjonującym ośrodkiem w Polsce. Całe Kaszuby, gdzie jest kilkanaście wyciągów, stały. Niestety, używamy sztucznego śniegu.


I jeszcze słowo o Wiśle: - Pamiętam powódź z 2010 roku. Niedaleko od Kazimierza pękły wały. Woda miała nawet osiem metrów, więc uprawy chmielu wyglądały jak uprawy malin. Powinna się naturalnie rozlewać, ale człowiek ją uregulował. Dlatego zabiera całą wodę ze sobą, niewiele oddaje otoczeniu. Na Zachodzie pojawił się trend rozrywania wałów – opowiadał Bartek.

Ma nadzieję, że ktoś zacznie chronić Kazimierz. – Miasto nie jest przygotowane na kilkadziesiąt tysięcy turystów, którzy przyjeżdżają tu w letnie weekendy. Wtedy spada ciśnienie wody w kranach, a oczyszczalnia ścieków działa na granicy wytrzymałości.

Dziś dzień przerwy. Okazja, żeby zobaczyć rzekę z pokładu canoe.

PS odgadniecie, co to za wzgórza na zdjęciu?

Foto Alina Kondrat

Notował Dominik Szczepański

Instytut Ochrony Środowiska - Państwowy Instytut Badawczy National Geographic Magazine Poland Nissan

Gazeta.pl TVN Dzień Dobry TVN RMF FM RMF24.pl

#mateuszwaligóra #szlakwisły #klimada2 #klimatsięzmienia #Nissan #NissanLEAF #ElectrifyTheWorld
... See MoreSee Less

4 days ago  ·  

View on Facebook